Wreszcie morze! Plaża, mewy, wywindowane ceny za toaletę, drinki pod sztuczną palemką i pierwsza kąpiel w Bałtyku! Cóż to było za przeżycie. Akcentem, który zaburzył błogość tych dni były biletu wstępu na molo, które w konsekwencji zbojkotowałyśmy. Za to kawiarnii w okolicy Krzywego Domku nie brak, co zrekompensowało przereklamowane molo. Mniam!
Wróciłyśmy w samą porę żeby przygotować się na ślub. A cóż to był za ślub! Kościół św. Mikołaja prowadzony przez Dominikanów jest przestronny, odpowiednio doświetlony, z odnowionymi ołtarzami i zabytkowymi ławami. Sama ceremonia była wręcz idealna. Kazanie od serca, psalm śpiewem operowym, w przerwach menuety przygrywał kwartet smyczkowy... a państwo młodzi tak piękni i tak spokojni, że nawet parę dni później łezka w oku się kręci jak przywołam sobie ten obraz. Wesele w Gdańskiej Filharmonii po drugiej stronie Motławy było rewelacyjnym dopełnieniem. Nie jestem w stanie wyraźić jak wybornie (nie 'wyborowo' bo była serwowana Gorzka Żołądkowa :D) się bawiliśmy. Dziękuje Marijko i Maćku :)))