Po 5 godzinach snu dziewczyny stwierdziły, że nie można próżnować w tak wspaniałym miejscu. Ostatkiem weekendowego zapasu energii przechadzałyśmy się ulicami starego miasta. Szczególnie upodobałyśmy sobie ulicę Piwną (wdzięczna nazwa, prawda? :)) gdzie raczyłyśmy się regenerującym posiłkiem (m.in. delicioso naleśniki). Podróż powrotna nie była już taką przyjemnością. Począwszy od braku rozpiski odjazdu pociągów przy peronach, na spuchniętych i bolących nogach skończywszy. All in all, było warto :)