Miły akcent dnia – pani w kawiarni wzięła mnie za nativa pytając jak jest ‘żółtko’ po angielsku :D (tak, tak, złamałam się po 4 dniach odwyku i poszłam na kawę i pysznego muffina)
Rozczarowujący akcent dnia - bardzo, ale to bardzo niesymetryczna pupa i mikroskopijne przyrodzenia posągu, a jednocześnie fontanny Neptuna przed głównym muzeum sztuki. Symbol miasta, a taki 'niedopracowany' :D Mama na teorię, że to wszystko przez ten mroźny wiatr znad morza :)
Powalający na łopatki akcent dnia - wybór i jakośc (nie wspominając już o packagingu, czyli designie opakowan!!!) produktów spożywczych w marketach. Absolutnie słusznie Szwecja zasługuje na miano królestwa jogurtów. Są wyborne (szczególnie te o wdzięcznej nazwie Yoggi)! Tak świeże, tak kremowe, tak owocowe. A nawet najpodlejszy market to tutejsza Alma. Jestem w gastronomicznym raju.
Kaukazowy akcent - kupując horendalnie drogie pocztówki dałam sprzedawcy 500 koron. Natomiast Pan wydał mi jak ze 100 :D chcac, wierzę, że niechcący, zachwac dla siebie 400 koron :D
Estetyczny akcent/obserwacja - Szwedki mają śliczne fryzury. A to luźno zapleciony warkocz na boku, a to delikatnie upięcie w kok czy podpięcie samymi spinkami. Wyglądają tak naturalnie, a jednocześnie niezwykle uroczo. Zazdroszczę ;)